Miejsce
Kasia Ozga urodziła się w Polsce, w Warszawie, na krótko przed ogłoszeniem stanu wojennego. Mieszkała w Berlinie, Paryżu, Springfield (Missouri), Glenview i Wilmette (Illinois), Bostonie oraz Krakowie. Obecnie dzieli swój czas pomiędzy Paryżem, i Chicago, Illinois.
Akcja.Reakcja
Kasia Ozga jest artystką pracującą w dwu i trzech wymiarach, w różnych materiałach. Projektowała wszystko, poczynając od guzików, przez strony internetowe, po instalacje z wszelkich materiałów – od chleba przez piksele, aż po wiklinę. Niektóre z jej prac ulegały rozpadowi w dwie minuty po ukończeniu… oczywiście celowo. Kiedy nie zajmuje się sztuką Kasia chętnie uprawia szermierkę, jazdę na nartach i samotne pływanie w spokojnych wodach jezior. Podczas gdy inni podnoszą żelazne sztaby, ona je odlewa.
Zajęcia
Kasia Ozga jest zawodowym trenerem gołębi miejskich, krasomówcą na gościnnych występach i posiadaczem karty członkowskiej Grupy Trzymającej Władzę (GTW) oraz miłośników komunikacji miejskiej. Pracowała także jako nauczyciel plastyki, instruktor designu, asystentka w pracowni artystycznej i reprezentantka artystów.
Smak
Przedkładając samodzielnych twórców nad większe szkoły myśli, Kasia czerpie swoje twórcze inspiracje z różnych źródeł od bardziej znanych po całkowicie eklektyczne. James Joyce i Faulkner to interesująca przekąska. Racine, L'Hote, Marcuse, i Chevreul są lukrem na jej ciastach. Machiavelli jest jak wisienka na torcie Borgesa, Marqueza i Conrada. Z odległych zakątków sieci poleca: Soda Bug Constructor, The Ultimate Build Your Own Cow Page, Controlling the Rampaging Penguins, i Beeping Jesus. Sama chętnie słucha klasycznego rocka, amerykańskiego National Public Radio (zwłaszcza This American Life), latynoskiego jazz fusion, i polskiego hip hopu. Jej pasją jest indyjska kuchnia i brazylijskie drinki, prócz tego pozostaje najzagorzalszą fanką domowej zupy pomidorowej swojej mamy.
Wewnątrz i poza
Gdzieś w głowie, widzę: wpół-rozpoznawalną twarz z przeszłości, wymykającą się i migoczącą poza ogniskową zbliżenia, niedokończone obrazy, wpatrujące się we mnie dopóki ich nie przywołam skończonych i nie odrzucę we frustracji. Pomięte prześcieradła, zmierzwione włosy, jęczą pod nieuniknieni szorstkim dźwiękiem nieubłaganych budzików. Zdezorganizowana, zbyt zorganizowana gratami ciasna izdebka, którą ja nazywam pracownią i w której pracuję całą noc. Pragnę kolorów, faktur, piękna i niemożliwości języka. Tu.Teraz.
